Noworoczniak

Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam postanowień noworocznych. Zazwyczaj robiłam jakieś, gdzieś w środku roku, ale nigdy nie było w tym nic odświętnego, a tym bardziej nie było wizji bilansu na horyzoncie. Pomyślałam sobie, że może czas to zmienić. I je spisać, w zeszycie albo w kalendarzu, by móc codziennie o nich pamiętać i się motywować. A może nie tylko je spisać, ale też się z nich rozliczyć, o tutaj właśnie, na blogu. Niech blog będzie moją motywacją, dobrym krzepiącym głosem, którego w sobie nie mam. Będę podejmować tutaj wyzwania, płakać, krzyczeć, poty wylewać, ale iść do przodu. I tym razem nie dam się pokonać czy wyprowadzić z równowagi. Wiesz czemu? Bo tylko ja kontroluję siebie. To ja potem żyję z tym poczuciem, że mogłam, ale nawet nie spróbowałam, to mnie w nocy budzą szepty wyrzutów sumienia (serio?! Skąd ja biorę te cierpkie zlepki?), to ja się oglądam za siebie, próbując przeżyć momenty, których już nie ma. A życie płynie dalej, niczym łódź targana falami, nie sprawdzając nawet czy jestem na pokładzie. A ja mam ciągle wybór. Być kapitanem tego okrętu, mieć wpływ i płynąć do celu lub być rozbitkiem, którego niosą fale, zależnym i czekającym. Wierzę, że blog mi pomoże. Sprawi, że moje wymówki będą żałosne na tyle, że nawet nie będę ich stosować, a moje słowa na tyle silne, że będę się ich trzymać. To co, Mucha, cała naprzód?

Burczymucha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *